Razem z grupą musieliśmy znowu uciekać. No właśnie, znowu. Pojawiło się małe stado, ale wystarczająco duże żeby nas pokonać. Mieliśmy coś w stylu bomb dźwiękowych. Wyjęłam jedną z kieszeni i podałam Edmundowi. Rzucał najlepiej i najdalej z nas wszystkich. Zatrzymał się na chwilę i rzucił na kilka metrów. Chwilę potem rozległ się dźwięk jakby fajerwerek. Z jednej strony dobrze, z drugiej źle. Stado poszło w tamtą stronę, ale też inne zombie w okolicy zmierzały w naszą stronę. Po drodze pięciu zombie atakowało jakiegoś chłopaka. Wspiął się na jakieś drzewo, ale ciągnęły go za nogę. Kayle i Steve po chwili rozwalili zimnym czaszki. Ja w tym czasie podbiegłam do chłopaka.
- Wszystko dobrze?- sspytałam.
Widziałam że był trochę wystraszony.
Aleks?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz