czwartek, 31 grudnia 2015

Od Aleksa

- Tak... no pewnie. - westchnąłem. - To co my mamy robić? - spytałem kierując wzrok na nie.
- Czekamy. - odpowiedziała Vanessa i lekko uśmiechnęła.
Westchnąłem po czym spojrzałem na Jodie która nadal trzymała dłoń na moim ramieniu i lekko uśmiechała, odwzajemniłem gest.

?

Od Jodie

Pierwsze kilka akordów zagrałam razem z nim, a potem spróbowałam sama. Po jakichś dziesięciu minutach przyszedł Jermaine i kazał nam iść spać. Ja poszłam spać do dziewczyn, a on do Steve'a i Keyle'a. Następnego dnia Jonathan zarządził, że wszyscy oprócz dziewczyn idą na zwiady otoczenia. Ale ze względu, że nie znał za dobrze Aleksa jego postanowił też zostawić na w razie czego. Wszyscy po jakimś czasie się wywlekli, obładowani trochę bronią, a my zostaliśmy sami.
- Nie martw się. Za jakiś czas też pozwoli ci z nimi chodzić- uśmiechnęłam się delikatnie, kładąc rękę na jego ramieniu. 

?

Od Aleksa

Zaprzestałem grać, odwróciłem się o odwzajemniłem uśmiech. Przesunąłem się, robiąc tym samym miejsce dla dziewczyny która usiadła koło mnie.
- Mama mnie nauczyła. Chciała, żebym był pianistą, ale... to nie dla mnie. - stwierdziłem wzdychając. Dziewczyna skinęła wyrozumiale głową. - Może cię nauczę? To łatwe.
- Jak chcesz. - wzruszyła lekko ramionami i lekko uśmiechnęła.
Odwzajemniłem uśmiech, po czym położyłem swoją dłoń na jej aby na pierwszy raz zagrać razem z nią.

?

Od Jodie

Idąc korytarzem usłyszałam jakiś dźwięk dochodzący ze strychu. Powoli i najciszej jak mogłam weszłam po schodach. Kiedy byłam blisko, schowałam się za ścianą i nasłuchiwałam. Kątem oka dostrzegłam osobę, która grała. To był... Aleks? No cóż, nie wypada się ukrywać. Po chwili wyszłam zza ściany powolnym krokiem.- Piękna melodia- powiedziałam cicho, ale na tyle głośno żeby mnie usłyszał i uśmiechnęłam się ciepło.

?

środa, 30 grudnia 2015

Od Aleksa

- Lepiej już śpijmy, jutro może być ciężki dzień. - stwierdziła idąc do swoich koleżanek.
Poszedłem po schodach do góry, na strych. Była tam masa przeróżnych szpargałów, w tym skrzynia z zabawkami i różnymi gadżetami. Była tam też mp3, która jak się okazało nawet działała. Schowałem ją do kieszeni i zacząłem szukać dalej. Zauważyłem wielką płachtę, pod którą znajdował się fortepian.
- Łał. - mruknąłem sam do siebie, usiadłem na stołku i przejechałem palcami po klawiszach.
Dźwięk był piękny, taki żywy. Po chwili zagrałem melodię którą nauczyła mnie mama.

?

Od Jodie

- My, no cóż... Mieliśmy schronienie w jednostce policyjnej, ale pewnej nocy musieliśmy uciec i od kilku miesięcy nie znaleźliśmy dobrego schronienia aż do teraz- poprawiłam włosy.
- Co się stało że musieliście uciec?- spytał chyba zainteresowany tym tematem.
- Stado. Jedne, wielkie stado. Dobrze że kilka dni wcześniej uszykowaliśmy sobie niewielką ciężarówkę z zapasem paliwa. Jechaliśmy aż do jego skończenia. Jermaine i Edmund pójdą pewnie poszukać jutro jakichś dobrych wozów na w razie czego. Przezorny zawsze ubezpieczony- delikatnie się uśmiechnęłam.

?

wtorek, 29 grudnia 2015

Od Aleksa

- To miłe. - uśmiechnąłem się. - Zupełne przeciwieństwo poprzedniej grupy, rzucili by cię na pożarcie tym paskudą, żeby tylko uratować swój tyłek. - westchnąłem.
- Gdzie wcześniej mieszkaliście?
- W 5 dzielnicy, ale została zniszczona więc musieliśmy odejść. - wyjaśniłem. - A wy? Bo nie sądzę żebyście przez tyle czasu podróżowali. - uśmiechnąłem się.

?

Od Jodie

- Yhh, jeśli tak to będzie spory kłopot...- westchnęłam. 
W końcu zapadła noc. Jonathan zarządził obóz w jakimś starym domu. Był całkiem duży i miał kilka pokoi. Plusem tego wszystkiego było to, że dom miał solidne ogrodzenie zrobione z metalu, od dołu przytwierdzone betonem. Coś tak czuję, że chyba zostaniemy tu na dłużej. Przedtem chyba mieszkał tu ktoś bogaty. Wszyscy zasiedliśmy wokół dużego stołu. Vanessa z Lousie w kuchni przygotowywały jedzenie, które wcześniej zdobyliśmy. Jednak po dłuższym czasie wszyscy się rozeszli. Ja usiadłam z Aleksem w salonie. 
- Hmm no to tak, może ci przedstawię wszystkich po kolei...- stwierdziłam wstając i idąc w stronę kuchni. 
Dziewczyny dobrze sobie radziły. ja wolałam się do tego nie mieszać. Raczej kiepska była ze mnie kucharka.
- No to tak, Ta nieco niższa blondynka to Lousie, ma 16 lat. Brunetka to Vanessa, ma już 18- powiedziałam, a dziewczyny odwróciły się i uśmiechnęły delikatnie do nas.
Potem udało mi się znaleźć Jonathana, Jermainea, Edmunda i Leonarda. Rozmawiali o dalszych naszych planach w niewielkiej bibliotece, więc tylko zza progu pokazywałam Aleksowi który jak ma na imię.
- I pamiętaj, Jonathana i Jermainea musisz się słuchać najbardziej- dodałam na koniec, idąc powoli dalej korytarzem.
- Czemu?- spytał doganiając mnie. 
- Jonathan to przywódca grupy, a Jermaine to jego zastępca. Jeśli podpadniesz któremuś z nich to masz przerąbane, ale tak ogólnie to są spoko i da się z nimi normalnie pogadać- uśmiechnęłam się.
Przechodząc obok pokoju, który pewnie należał kiedyś do prawdopodobnie syna właściciela domu, usłyszałam znajome.
- Cześć chłopaki- uśmiechnęłam się.
- Cześć Jodie- odparł Kayle, grając ze Stevem w piłkarzyki. 
- To jest Aleks- wskazałam na chłopaka, a oni na chwilę przerwali grę i podeszli do nas.
-  Ja jestem Kayle, a ten tutaj to Steve- wskazał na Stevea i uścisnęli sobie dłonie z Aleksem. 
Potem wyszliśmy, chodząc bez celu po korytarzu.
- Kayle i Steve chyba dobrze się znają... - stwierdził Aleks. 
- Tak. Przed apokalipsą chodzili razem do liceum. Są najlepszymi kumplami. Nasza grupa to jedna wielka rodzina. Nikt tutaj nie da cię skrzywdzić- uśmiechnęłam się ciepło. 

Od Aleksa

- A ty zawsze sam byłeś? - spytała.
- Nie, na początku z kolegą i jego dziewczyną, pozjadali ich. - westchnąłem. - Gdzie idziecie?
- Do 13 dzielnicy, do Marco. Podobno ma mapę do miejsca, gdzie jest lekarstwo.
- Nie wiem czy to prawda, ale podobno mapa jest rozerwana na 3 części...

?

Od Jodie

- Jodie- uśmiechnęłam się delikatnie- A resztę poznasz później. Chodź. 
Chłopak posłusznie ruszył za mną. Reszta szła z przodu. 
- Następnym razem bardziej uważaj bo cię dorwą. Masz szczęście że tędy szliśmy- spojrzałam na niego. 
- Całkiem was sporo- stwierdził chłopak. 
- Można tak powiedzieć. Już od trzech lat razem się trzymamy- włożyłam ręce do kieszeni. 

Aleks? 

Od Aleksa

- Tak. - odetchnąłem i otrzepałem się z piachu, po czym podniosłem z ziemi mój karabinek który przewiesiłem przez ramię, akurat w takiej chwili musiały mi się naboje skończyć, nie miałem czasu żeby ich załadować. - Dzięki. - dodałem patrząc na wszystkich.
- Drobiazg. - uśmiechnął się jeden z chłopaków.
- Aleks. - przedstawiłem się.

?

Od Jodie

Razem z grupą musieliśmy znowu uciekać. No właśnie, znowu. Pojawiło się małe stado, ale wystarczająco duże żeby nas pokonać. Mieliśmy coś w stylu bomb dźwiękowych. Wyjęłam jedną z kieszeni i podałam Edmundowi. Rzucał najlepiej i najdalej z nas wszystkich. Zatrzymał się na chwilę i rzucił na kilka metrów. Chwilę potem rozległ się dźwięk jakby fajerwerek. Z jednej strony dobrze, z drugiej źle. Stado poszło w tamtą stronę, ale też inne zombie w okolicy zmierzały w naszą stronę. Po drodze pięciu zombie atakowało jakiegoś chłopaka. Wspiął się na jakieś drzewo, ale ciągnęły go za nogę. Kayle i Steve po chwili rozwalili zimnym czaszki. Ja w tym czasie podbiegłam do chłopaka. 
- Wszystko dobrze?- sspytałam. 
Widziałam że był trochę wystraszony. 

Aleks?